Aleksandra Czerniawska

Opis pracy

Jeżeli drozd na gałęzi nie jest wcale znakiem
Tylko drozdem na gałęzi, jeżeli dzień i noc
Następują po sobie nie dbając o sens
I nie ma nic na tej ziemi, prócz tej ziemi?

Sens Czesława Miłosza to wiersz o metafizycznej obawie przed światem pozbawionym ukrytego znaczenia; strach przed istnieniem pozbawionym wyższej instancji, którą można utożsamić z Bogiem. Choć nie jest to głównym tematem wiersza, ujawnia się w nim również pewien obraz rzeczywistości. W krótkim intensywnym mgnieniu widzimy naturę reprezentowaną przez ulotną sytuację, w której maleńki ptak usiadł na gałęzi. Maleńki ptak usiadł na gałęzi, dokładnie w tym miejscu, na które skierowaliśmy wzrok. Czyż taki zbieg okoliczności nie jest godzien wzruszenia? Lecz natura to nie tylko cudowne zbiegi okoliczności, to również nieodmienny rytm dnia i nocy; cykliczność. W końcu jest to również ziemia, ta ziemia. W kontekście pór dnia możemy pomyśleć o uniwersum naszej planety: wielkiej w skali człowieka, znikomej w skali kosmosu. Ja myślę jednak o ziemi również w kontekście drozda na gałęzi, którego Miłosz widział, zapewne siedząc w jakimś konkretnym ogrodzie okalającym jakiś konkretny dom, myślę o skrawku ziemi stanowiącym naszą małą ojczyznę.

Jadąc z Białegostoku do Krasnogrudy na plener zorganizowany przez Leona Tarasewicza, patrzyłam przez okno samochodu na krajobraz, w którym wzrastałam: mozaikę pól ciemnych, zaoranych i zielonych, na których wzeszła ozimina. Moi dziadkowie, którzy wszyscy pochodzili ze wsi i przynajmniej przez jakąś część swojego życia zajmowali się rolą, nie przekazali mi sztuki uprawy ziemi. Przekazali mi natomiast wielkie do niej przywiązanie. Zbliżając się do zaoranego pola, czuję niemal sakralną powagę. Przyglądam się powierzchni, bruzdom, grudom. Rozumiem to poczucie sensu, które płynie z obcowania z naturą. Inaczej niż Miłosz, odczuwam spokój a nie lęk.

 

Nic nie ma na ziemi, prócz tej ziemi
oil on canvas, 30 x 140 cm

The Meaning by Czeslaw Milosz is a poem about metaphysical the fear of world devoid of sense, the anxiety of existence lacking superior authority, which could be interpreted as God.

Thought it is not the main point of the poem, specific vision of it reveals a specific vision of reality is revealed. In a short intensive flicker one can see the nature represented by faint volatile situation, when a small bird is sitting on a branch. The small bird sat on the branch inexactly in the exact place, at which we glanced. Isn't such a coincident worth tender emotions? However the nature is not comprised exclusively only the coincidences. It is also the unchangeable rhythm of day and night; periodicity. At last Milosz mentions also the Earth. One can picture Globe in the scale of universe as a small blue ball sphere or in the scale of man -– as infinitely huge. In Polish there is one word to describe the Earth, land and ground. I think that Milosz might have meant land not the Earth as he was describing a bird in the tree, which he could observe in some particular garden placed next to some particular house.

On my way from Bialystok to Krasnogruda for open air meeting arranged by Leon Tarasewicz, through the windows of a car I was watching the landscape in which I haved grown up: the mosaic of black plowed fields and green ones with winter crops. My grandparents who were born in the countryside and spent at least some part of their lives as farmers didn't taught me how to cultivate the land, however they passed me the deep feeling of attachment toward it. I look at the surface of the ground, its furrows and clods. I do understand the feeling of meaningfulness, which follows the contact with the nature. I feel calm, not fearful.

O Artystce
Drukuj