Martyna Ścibior

Boxing Helena

Czy ugotowałaś dziś mężowi obiad?

To świadczy o tym jaką żoną  jesteś. Od rana planuj! Kartofle, kotlety. Po podwórku roznosi się dźwięk ubijanego mięsa. Dobra Żona.

Mopy, płyny do naczyń, zmiotki wydają się być integralną częścią naszych ciał.

Przejęłam to po Tobie.

Życie to schemat, który łykamy bez świadomości samych siebie.

Żyjemy z tym czym nasiąkliśmy. Wilgotna gąbka. Z potrzebą wyciskania. Przetrawiam sprawę po sprawie, zdarzenia, relacje, emocje. Można też zaakceptować siebie z całym inwentarzem. Ze zbyt grubymi udami, zbyt wąskimi ustami. Każda ma coś nie tak, choć by była najdoskonalsza widzi w sobie zbyt chude/grube. Jak Polska długa i szeroka krążą po niej kobiety, które sobie same nie pasują.

W pewnym, dość niespodziewanym momencie, tak z dnia na dzień zdajemy sobie sprawę, że to na co czekaliśmy to nasz dzisiejszy dzień. Nadeszła dorosłość. Bo już chyba nadeszła. Nie zostałam policjantką, strażakiem, księżniczką,  piosenkarką. Nie urosłam do 174 cm i już nie urosnę. Parę lat temu były jeszcze takie szanse.

Malujemy paznokcie i rzęsy. Już możemy iść. Wyszłam. To nawet nie maska to sztuczna natura kobiet. Czyszczenie ciała, zdobienie go, dziwaczne uczucie towarzyszące wyjściu z domu bez makijażu. Nie czuję się swobodnie.

Lubujemy się w poświęcaniu samych siebie. Każdy bierze po kawałku, a my te swoje fragmenty ochoczo rozdajemy. I stajemy się kadłubkami. Myjemy i zdobimy te kadłubki na wszelkie dostępne na rynku sposoby.

Malujemy paznokcie na wesele, do kościoła a po wszystkim polerujemy gwoździe, tłuczemy kartofle.

Wyczekiwałam, wyczekuję, będę wyczekiwać.

Wstałam z kolan. Merdam ogonem.

 

Boxing Helena

Did You cook lunch for Your husband today?

This indicates what a wife You are. Plan from early morning! Potatoes, cutlets. In the backyard You can hear loud voice of mashed up meet. Good wife.

Mops, washing-up liquids, sweepers seem to be an integral part of our bodies.

I took it over after You.

Life is a scheme that we swallow without awareness of ourselves.

We live in what we soaked with. Wet sponge. With necessity of wringing out.

I digest case by case, incidents, narrative, emotions. You can accept yourself with whole inventory.

With too thunder-thighs, too small lips. Everyone has something wrong, even if she was the most perfect one, she sees herself too thin/fat.

From John O'Groat's to Land's End you will find women that don’t suit to themselves.

In certain, unexpected moment, from day to day, we realize that what we were waiting for is the day today. Adulthood came. I guess it’s come, has it? I haven’t become policewomen, firefighter, princess, singer. I didn’t reach 174 cm height and I never will. Few years ago I still had a chance.

We polish nails and put mascara on eyelashes. Now we can go. I’m out. It’s even not a mascara but fake women nature. Cleaning your body, bespangle, strange feeling connected with going out without makeup. I don’t feel free.

We take delight in sacrificing ourselves. Everybody takes piece by piece and we give away willingly our pieces. And we became trunks. We wash and decorate this trunks in all possible ways.

We polish nails for weddings, church, and after all we polish nails, mash potatoes.

I was waiting, I’m waiting and will be waiting.

I stood up from my knees. Wagging with tail.

 

Martyna Ścibior

translation: Barbara Żurek-Uściłowska

 

Drukuj