2016-11-10

9 listopada odbyło się otwarcie wystawy prac Filipa Moszanta. Filip jest studentem Pracowni Działań Przestrzennych działającej na Wydziale Sztuki Mediów warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, którą prowadzi znakomity artysta - prof. Leon Tarasewicz. Pan Moszant w tym roku robi dyplom. To jego pierwsza wystawa indywidualna. Jej mecenasem jest Fundacja PKO Bank Polski.

W twórczości Filipa Moszanta ukazane jest intuicyjne przeciwstawienie się procesowi formowania i socjalizacji. Ujawniło się ono w jego dzieciństwie, gdy podczas lekcji szkolnych zmieniał rzeczywistość klasowej sali odbieranej zmysłami w wizualną abstrakcję rysowaną flamastrami. Był to wyraz nieuchronności naturalnych procesów zachodzących w małym chłopcu, jak i również przejaw buntu przeciwko zrównywaniu jednostki do ”jedynie słusznego” schematu. Bunt ten wynika z wewnętrznego imperatywu tworzenia, nakazującego przekraczanie narzuconych programów myślowych i społecznych, czy też norm zachowań. W swojej istocie schematy urągają człowieczeństwu oraz jednej z fundamentalnych wartości, jaką jest wolność… Z czasem Moszant wypracowuje swój własny niepodrabialny język malarski, którym komunikuje się ze światem. Niczym twórcy malowideł naskalnych w jaskiniach Lascaux i Altamira, intuicyjnie odnajduje on własne środki wyrazu i sposoby na komunikowanie się z odbiorcą. W ten sposób staje się nieobarczony całym bagażem cywilizacji współczesnej, od której przez całe życie skutecznie ucieka w świat swojej twórczości wyrażonej w nieskrępowanym posługiwaniu się kolorem rysowanym flamastrami, a potem przenoszonym na wydruk cyfrowy. W konsekwencji malarski język Filipa Moszanta, chociaż rozpoznawalny, w oczywisty sposób wymyka się konkretnej charakterystyce. Ucieka od wtórności i staje się autentyczny w swojej oryginalności, co stanowi niezaprzeczalną wartość dodaną jego dzieł… Nacisk, jaki kultura współczesna kładzie na oryginalność, sprawia, że obecnie staje się ona coraz bardziej szablonowa, zatracając przy tym autentyczność. Zwłaszcza świat sztuki, której jednym z zadań jest przecież odzwierciedlanie rzeczywistości, wiele traci na owym dyktacie współczesności. Filip Moszant chce, by poprzez jego prace widz doznał chwili zawieszenia, która pozwoliłaby na odczucie przestrzeni — uchwycenie momentu poza linearnym myśleniem. Po to, by osiągnąć zamierzony efekt w trakcie tworzenia, wprowadza coś, co można nazwać „intensywnością swojej osoby”. Dokonuje tego zarówno poprzez spontaniczne dobieranie, jak i detaliczne układnie kolorów na obrazach. Tym sposobem obraz zostaje naładowany dużą ilością informacji wizualnych, które wzbudzają w wyobraźni odbiorcy „poczucie radosnej dezorientacji”. Moszant nie kieruje jednak widza na konkretną interpretację dzieła. Dowodem na to jest choćby dobór tytułów, który z reguły sprowadza się do cyfr, lub dwóch z pozoru przypadkowo zestawionych liter, nieukładających się w żadne logiczne treści. Filip Moszant twierdzi — idąc za słowami Umberto Eco, że twórca wizualny podobnie jak pisarz „nie powinien objaśniać swojego dzieła, po cóż bowiem pisałby powieść, która jest wszak maszyną do wytwarzania interpretacji…” Sebastian Krok

 

Autor o sobie:

Urodziłem się we Francji, ale moi rodzice są z pochodzenia Polakami. Od dzieciństwa często podróżowałem między Polską a Francją. Zacząłem rysować na lekcjach w gimnazjum - przeprowadziliśmy się wtedy do Polski. Zamiast sporządzania notatek rysowałem abstrakcyjne formy, które podpowiadała mi intuicja. Pozwalało mi to zachować poczucie radości i czegoś naprawdę znaczącego. Miałem poczucie, że robię to, co lubię. Po paru latach wróciłem do Francji i skończyłem licencjat z malarstwa. Myślałem, że nie wrócę już na ASP i podróżowałem przez 4 lata po Stanach Zjednoczonych i Ameryce Centralnej. Ten czas nastroił mnie na większe poczucie wolności i nauczył mnie odwagi przekraczania granic naszej wyobraźni. Jednak po tym etapie życia poczułem potrzebę zatrzymania się i wróciłem do ojczyzny, aby kontynuować studia magisterskie. Okazało się, że to była trafna decyzja. Pamiętam, gdy zobaczyłem w naszej sali malarskiej wiszący na wieszaku beret ze słomy, poczułem się jak w domu, bowiem podczas moich podróży towarzyszył mi bardzo podobny, słomiany beret. Od czasu rozpoczęcia studiów magisterskich, dzięki korektom mojego profesora Leona Tarasewicza i jego asystenta Sebastiana Kroka, w moim malarstwie dokonały się znaczące zmiany. Każdy nowy wernisaż zachęca mnie do dalszego rozwijania mojej twórczości i potwierdza wybór właściwej ścieżki.