COMES to sieć lokalnych marketów z artykułami przemysłowymi do domu na terenie powiatu wejherowskiego. W finansowaniu i negocjacjach dotyczących budowy nowych sklepów z generalnym wykonawcą pomagał Jarosław Skonieczny - doradca firmowy PKO Banku Polskiego.

 

Wszystko zaczęło się w 1996 r. od 24 metrów kwadratowych. Dziś Państwo Hewelt mają kilka obiektów o łącznej powierzchni ok. 5000 metrów kwadratowych. Wzorowanie się na zagranicznych firmach pozwoliło twórcom sieci COMES osiągnąć sukces biznesowy.

– Proszę nie zapominać, że ja ten biznes prowadzę z żoną – podkreśla na początku rozmowy Krzysztof Hewelt, szef firmy COMES. Podobna deklaracja pojawi się jeszcze kilka razy w czasie naszej rozmowy, bo żona to dla pana Krzysztofa bratnia dusza także biznesie.

– Lubimy podróżować, podpatrujemy różne nowinki, które zagraniczne sklepy wprowadzają do swojego asortymentu i próbujemy je wprowadzać u nas. Ogromne doświadczenie ekonomiczne mojej żony pozwoliło nam poczuć się w biznesie lepiej – przekonuje pan Krzysztof.

Państwo Hewelt nie chcieli „wchodzić”, jak inni, w branżę spożywczą. Postawili na handel artykułami przemysłowymi. – Jesteśmy takim wejherowskim odpowiednikiem PEPCO czy Textilmarketu – żartuje pan Krzysztof. Podkreśla, że w biznesie wzorują się z żoną na rozwiązaniach sprawdzonych w krajach bardzo rozwiniętych.

Na początku działalności produkty, które sprzedawali, były artykułami drugiej potrzeby, bo klienci przede wszystkim idą do sklepu spożywczego, potem płacą rachunki, a resztę ewentualnie wydają na ubrania i urządzenie domu. Teraz jest inaczej. Produkty oferowane przez sieć COMES stały się zdecydowanie bardziej dostępne. Szczególnie, że sprzedaż poprawia głównie chemia gospodarcza. – Proszki do prania i podobne im artykuły są nam przecież bardzo potrzebne – wyjaśnia Krzysztof Hewelt.

Obserwacja innych przedsiębiorców pozwoliła też państwu Hewelt zmodyfikować nieco model biznesowy. Postawili na lokalne minicentra handlowe o powierzchni ok. 1500 metrów kwadratowych, w których znajdzie się ich własny punkt z artykułami przemysłowymi, sieciowy sklep spożywczy, sklepik mięsny, piekarnia i apteka.

Inwestycja w nowe nieruchomości okazała się poważnym przedsięwzięciem. Szczególnie, że samo Bolszewo, gdzie zaczynali biznes, to niewielkie miasteczko, w którym żyje ok. 12 tys. mieszkańców.

– Musieliśmy przekonać bank do słuszności naszych inwestycji, do tego, że warto w nas zainwestować, udzielić kredytu. Założyliśmy, że lokalizacja jest przyszłościowa, bo Bolszewo to miasteczko, w którym młodzi ludzie będą chcieli zostać. Chcemy też wykorzystać popularną tendencję do przeprowadzki do podmiejskich miejscowości, takich jak nasza – tłumaczy Krzysztof Hewelt.

Przy tego typu inwestycji sporym wyzwaniem jest znalezienie najemcy, który będzie prowadził sklep spożywczy. Pół roku trwało, nim jeden z dyskontów zdecydował się wejść ze swoją marką. Finansowaniem inwestycji zajął się PKO Bank Polski. Jak podkreśla Krzysztof Hewelt, nie rozważał współpracy z innym bankiem. Liczy się dla niego to, że w PKO Banku Polskim spore udziały ma Skarb Państwa.

– Szczególnym wyzwaniem była kwestia gwarancji finansowej dla głównego wykonawcy przy realizacji umowy. Zwykle bank nie uznaje jej jako wkładu własnego. Tym razem tak jednak musiała zostać potraktowana. Wymagało to dodatkowych ustaleń między inwestorem a generalnym wykonawcą i kilkoma innymi podmiotami zaangażowanymi w przyszłą inwestycję – tłumaczy Jarosław Skonieczny z PKO Banku Polskiego.

Dodaje, że rzadko się zdarza, by przedstawiciel banku, a tak było właśnie w tym przypadku, brał udział w negocjacjach i ustaleniach między inwestorem a generalnym wykonawcą. – Co więcej, właściciel sieci COMES planował budowę nowego sklepu w całkowicie innym rejonie działania. To były początki, dopiero zaczynał i to generowało nowe ryzyka – podkreśla Jarosław Skonieczny.

Właściciele firmy COMES kończą właśnie czwarty obiekt. W planach mają dwa następne. Mogliby budować więcej, ale jak mówi Krzysztof Hewelt, zmiany na rynku pracy spowodowały spore perturbacje z personelem. – W biznesie sukces nie zależy od pomysłu na biznes czy marketingu, ale od pracowników, których zatrudniamy. Dziś prawie połowa naszej załogi to ludzie, którzy są z nami od początku. Gdy szybko się rozwijamy, nie zawsze jesteśmy w stanie znaleźć najlepszych ludzi – przekonuje. Poza tym dla państwa Hewelt ważne jest też to, by nie zapędzić się w biznesie. Jak przekonują, warto mieć czas na hobby, rodzinę i chwilę dla siebie.

 
Informację zawarte na stronie mają charakter informacyjny, reklamowy i nie stanowią oferty w rozumieniu art. 66 Kodeksu cywilnego, usługi doradztwa inwestycyjnego oraz udzielania rekomendacji dotyczących instrumentów finansowych lub ich emitentów w rozumieniu ustawy o obrocie instrumentami finansowymi, a także nie są formą świadczenia usług doradztwa podatkowego ani pomocy prawnej.
Drukuj